Archive for category Nutrilite

Szalejące hormony

Cóż miła czytelniczko, ciężko będzie ci zaprzeczyć, że jesteś istotą w której cały czas toczy się „hormonalna wojna”. Wachania nastrojów, bolesne miesiączki, przereklamowany przez większość facetów PMS, czy menopauza w bardzo młodym wieku to głównie twoje potencjalne problemy. Bądźmy szczerzy, hormony w tobie buzują. Choć moja żona o mnie mówi, że też czasami zachowuję się jak „kobieta przed okresem” to jednak wszelkie przypadłości na tle hormonalnym z reguły są żeńską domeną. Co w takim razie począć z całym tym hormonalnym kramem?

W pierwszej kolejności warto było by, przynajmniej zapoznać się z tematem co i jak funkcjonuje oraz dlaczego w ten a nie inny sposób to wszystko działa w twoim układzie hormonalnym. Najprostszyn sposobem będzie przeczytanie poniższego artykułu napisanego przez Marzenę Gwoździk. Przeczytaj poniższy artykuł i zapoznaj się z wiedzą bezpośrednio od praktyka, który poradził sobie ze swoimi przypadłościami zdrowotnymi z wykorzystaniem naturalnej suplementacji. Tak się składa, że autorkę zamieszczonego poniżej artykułu mam przyjemność znać osobiście. I to, co o niej moge powiedzieć ująłbym w następujących słowach: ogromna wiedza poparta praktyką, optymizm w najlepszym możliwym wydaniu oraz szczerość i radość życia! Zapraszam do zapoznania się z artykułem Marzeny pt:

Zaburzenia równowagi hormonalnej

Autorem artykułu jest Marzena Gwoździk
Artykuł przekazuje informacje na czym polegają zaburzenia równowagi hormonalnej u kobiet. Wskazuje jednocześnie skuteczny sposób regulacji systemu hormonalnego u kobiet. Warto z tej wiedzy skorzystać!
Zaburzenia hormonalne należą do najczęstszych problemów zdrowotnych kobiet w wieku rozrodczym i okresie menopauzy. Z punktu widzenia nowoczesnej homeopatii (homotoksykologii), najważniejsza w organizmie kobiety jest równowaga między estrogenami i progesteronem. Jej brak jest przyczyną wielu zaburzeń, począwszy od chwiejności nastrojów po rozwój nowotworów. Równowaga między tymi hormonami decyduje o homeostazie (równowadze) hormonalnej całego organizmu.

Estrogeny, estrogeny…
Estrogeny tworzą grupę złożoną z ponad 20 spowinowaconych hormonów. Trzy z nich mają istotne znaczenie fizjologiczne: estron, estradiol, estriol. Te trzy hormony są odpowiedzialne za tworzenie się żeńskich cech płciowych. Regulują także przebieg cyklu.
W okresie przedmenopauzalnym estrogeny są syntetyzowane z progesteronu, bądź z androgenów w jajnikach. Po wystąpieniu menopauzy – wyłącznie z androgenów (produkowanych w nadnerczach). Przemiana androgenów do estrogenów odbywa się przede wszystkim w tkance tłuszczowej. Istnieje współzależność między estrogenami i progesteronem – ich receptory na błonach komórkowych wzajemnie się aktywizują. Z jednej strony do utworzenia się receptorów progesteronowych konieczna jest obecność estrogenów, z drugiej zaś progesteron zwiększa wrażliwość receptorów estrogenowych.

Ważny progesteron…
Kluczowym hormonem, obok estrogenów, jest progesteron. Medycyna szkolna poświęca mu niewiele uwagi, być może z tego względu, iż metodami laboratoryjnymi trudno jest oznaczyć jego stężenie w surowicy krwi.
Progesteron spełnia wiele ważnych zadań jako prekursor licznych hormonów steroidowych (m.in. hormon ten jest najważniejszym prekursorem wszystkich kortykoidów oraz estrogenów i testosteronu). Jest również odpowiedzialny m.in. za tworzenie odpowiednich warunków dla rozwoju płodu podczas całej ciąży, jak i aktywizację osteoblastów do tworzenia nowych kości. Chroni przed torbielami gruczołu piersiowego, rakiem endometrium, piersi i jajników. Jest również naturalnym środkiem antydepresyjnym. Normalizuje poziom cukru we krwi i wzmacnia błony komórkowe.

Niedobre nadmiary i deficyty…
Progesteron spełnia wobec estrogenów ważne zadanie – jest konieczny do aktywizacji receptorów estrogenowych. Poprzez te receptory estrogeny pobudzają podział komórkowy (m.in. umożliwiający późniejszą ciążę). Z chwilą, gdy zostaje zaburzona równowaga hormonalna organizmu, z reguły dochodzi do dominacji estrogenowej (nadmiar estrogenów w stosunku do poziomu progesteronu) i deficytu progesteronu. Ważny jest stosunek między stężeniem estrogenów i progesteronu, a nie tylko wartości absolutne poziomu każdego z tych hormonów. Dominacja estrogenowa może istnieć nawet przy ich lekkim ich niedoborze. Dzieje się tak wówczas, gdy poziom progesteronu jest bardzo niski, i tym samym powstaje duża różnica między stężeniami tych ważnych hormonów. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni, cierpią do pewnego stopnia na dominację estrogenową na skutek oddziaływania toksyn środowiskowych, które w przeważającej części mają właściwości podobne do działania estrogenów.
Objawy dominacji estrogenowej to m.in. przedwczesne starzenie się, spadek libido, zmęczenie, zaburzenia snu, chwiejność nastrojów, a także alergie, astma, pokrzywka, egzemy, bóle głowy, niedocukrzenie, spowolniony metabolizm, niepłodność, niedoczynność tarczycy oraz dolegliwości pęcherzyka żółciowego.
W następstwie dominacji estrogenowej możemy cierpieć na nadwagę, osteoporozę, zatrzymanie wody w organizmie, podwyższone ciśnienie, nieregularne miesiączki. Wzrasta wówczas ryzyko zakrzepicy. Wysoki poziom estrogenów prowadzi zawsze do gwałtownego rozrostu błony śluzowej macicy, co grozi powstawaniem mięśniaków.

Skąd te kłopoty?
Najczęstszą przyczyną dominacji estrogenowej jest suplementacja estrogenów i hormonalna terapia zastępcza. Może być ona również rezultatem zaburzeń funkcji wątroby, powodujących zbyt wolny metabolizm hormonów, jak i stresu obciążającego nadnercza. Duże znaczenie ma także dieta – niezdrowe, „szybkie” jedzenie, nadmierne spożycie cukru i produktów wysoce przetworzonych w połączeniu ze stresem mogą zniweczyć efekty każdej terapii przywracającej równowagę hormonalną! Warto zatem usunąć z diety cukier, zredukować ilość spożywanych tłuszczów, a jeść pokarmy zawierające błonnik, zadbać o dostarczenie organizmowi witaminy B6 i magnezu (są to pierwiastki mające decydujący wpływ na utrzymanie równowagi hormonalnej w organizmie). Wskazana jest redukcja masy ciała.

Suplementacja hormonów – tak czy nie?
Pamiętajmy, aby zawsze dobrze przemyśleć decyzję o stosowaniu hormonów. Suplementacja hormonów ma swoje medyczne i etyczne uzasadnienie w przypadkach, gdy możliwości terapii komplementarnych zostaną wyczerpane lub dotychczasowe leczenie nie przynosi efektu. Z moich doświadczeń w przypadku zaburzeń równowagi hormonalnej bardzo pomocny jest Prim Rose Plus /przed menopauzą/ oraz Black Cohoshe /po menopauzie/ – który skutecznie, w naturalny sposób, pozwala organizmowi poradzić sobie z dysfunkcjami hormonalnymi dzięki delikatnej stymulacji gruczołów hormonalnych.
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl
Jeśli zainteresował ciebie temat wspomożenia swojego organizmu takimi suplementami jak Prim Rose Plus, czy Black Cohoshe i szukasz pomocy w nabyciu ich – napisz do mnie by uzyskać pomoc!

Dodaj komentarz

Palący problem.

Jestem w trakcie tworzenia e-booka na temat zdrowia. Szukając do niego informacji trafiłem na artykuł poświęcony problemowi zgagi. Przeczytałem zarówno ten tekst, jak również większość komentarzy pod nim zamieszczonych. Czytając komentarze takiego typu jak te pod artykułem, przychodzą mi do głowy następujące pytania – kiedy w końcu ludzie zdadzą sobie sprawę, że nasz organizm stanowi jednolitą całość a nie zbiór kawałków mięsa zwanych narządami? Dalej – kiedy ludzie zdadzą sobie sprawę z tego, że tak długo jak będziemy zganiali odpowiedzialność za nasze zdrowie na lekarzy, zamiast wziąć ją we własne ręce to niewiele się poprawi stan ich zdrowia. I w końcu, kiedy ludzie zdadzą sobie sprawę z tego, że chemiczne farmaceutyki (w samym swoim założeniu) zostały stworzone po to by nas LECZYĆ a nie wyleczyć.

Źródło zdjęcia: http://www.megapedia.pl/zgaga.html
Wracając do faktycznego problemu jakim jest zgaga, trzeba zauważyć, że w ostatnich czasach jest ona faktycznie „palącym” problemem. I na pewno każdy przypadek wymaga dogłębnego przeanalizowania, i nie da się jak za dotknięciem różdżki jedną radą pomóc od razu wszystkim. Jednakże kilka podstawowych, prawidłowych zasad żywieniowych z reguły u większości osób likwiduje ten problem albo przynajmniej znacząco go zmniejsza.


Nie będę się tu powtarzał z takimi rozwiązaniami jak unikanie alkoholu, palenia, zastosowanie zasady większej ilości mniejszych posiłków czy różnego rodzaju obostrzenia w diecie. To wszystko jak najbardziej ma sens, jednakże nie tu tkwi (przynajmniej moim zdaniem) problem. Tkwi on natomiast w zachowaniu kilku podstawowych zasad żywienia o których praktycznie zapomnieliśmy a które poniżej prezentuję.
Pierwsza podstawowa kwestia – picie w trakcie i zaraz po posiłkach.
Wiem, że wokół tego twierdzenia narosło sporo kontrowersji, jedni mówią pić w trakcie inni pić tylko przed, każda ze stron podaje argumenty i kontrargumenty i tak naprawdę ciężko jest stwierdzić kto ma rację. Pozwólcie mi jednak zobrazować, o co chodzi – wyobraźcie sobie następującą sytuację: zaczynamy jeść i jedzenie wpada nam do żołądka, następnie (a w sumie niemal równocześnie) z mózgu idzie sygnał o rozpoczęciu trawienia, a co za tym idzie podnoszenia poziomu kwasu żołądkowego. A my jakże często właśnie w tym momencie sięgamy po szklankę i w trakcie jedzenia popijamy. Mam teraz pytanie. Jakim cudem to, co zjedliśmy ma być porządnie strawione, jeżeli kwasy, które miały tego dokonać zostały rozcieńczone?

W tym momencie są tylko dwie możliwości, albo niedotrawione jedzenie pójdzie do jelita gdzie zamiast końcowego dotrawiania i wchłaniania, będzie w najlepsze trwał nadal usilny proces trawienia tego co zjedliśmy. Albo mózg podejmie decyzję o podniesieniu stężenia kwasu solnego w żołądku, czego efektem najczęściej jest właśnie zgaga. I można mi nie wierzyć (wręcz zachęcam nie wierzenia tylko do samodzielnego sprawdzenia na sobie), gdy tymczasem kilka osób które zastosowały zasadę picia głównie przed posiłkami już po kilku dniach poczuły znaczącą poprawę i ulgę. Dlatego warto nauczyć się pić tylko i wyłącznie przed posiłkami – najlepiej 30 – 15 minut przed posiłkiem.

Pozostaje jeszcze kwestia kiedy można pic po posiłku. Najszybciej trawią się oczywiście węglowodany, czyli cukry. Jeżeli spożywany takie rzeczy jak chleb, makaron, kasze, ryż ogólnie wszystkie produkty mączne – powinniśmy wstrzymać się z piciem przez minimum 40 minut. Optymalnym czasem będzie natomiast godzina. Natomiast pokarmy o dużej zawartości tłuszczu oraz produkty, które zaliczamy do grupy białek takie jak mięso czy produkty nabiałowe trawią się w kwasowym środowisku żołądka. Proces ten może trwać od dwóch do nawet czterech godzin. Dlatego postarajmy się wstrzymać z piciem minimum przez dwie godziny a najlepiej będzie jak wytrzymamy trzy godziny.
Druga zasada – pozbycie się z diety niejadalnych produktów
Wiem, że aktualnie w temacie GMO jest spore zamieszanie. Pociesza mnie fakt, że nieliczni zwolennicy oficjalnego przeforsowania GMO w Polsce, przegrywają coraz bardziej w merytorycznej debacie. Istnieje coraz większa szansa na to, że Polska pozostanie wolna od GMO. A co ma wspólnego GMO ze zgagą? No cóż, bez rozpisywania się, powiem krótko. Upraszczając rośliny GMO w swoim założeniu zostały stworzone (przynajmniej tak twierdzą ich zwolennicy) po to, były bardziej odporne na warunki atmosferyczne a w szczególności na szkodniki i dodatkowo dawały większe plony. Posłużę się teraz prostym (może nawet zbyt uproszczonym) porównaniem, jeżeli rośliny GMO zostały tak zaprojektowane by potencjalne szkodniki nie chciały ich jeść, to na jakiej podstawie uważamy, że nam one nie będą szkodziły podobnie jak atakującym je owadom. Czym różnimy się my, ludzie (poza złożonością organizmów) od atakujących rośliny GMO szkodników? Długo było by o tym pisać – najprościej jednak będzie, gdy odeślę zainteresowanych pogłębieniem wiedzy do innych artykułów na ten temat, które można znaleźć na moim blogu. Na temat GMO można poczytać sobie między innymi: TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ Jak się teraz ma GMO do głównego naszego tematu, czyli zgagi? Z racji tego, że GMO jest ciężkie do strawienia dla naszego organizmu, może powodować większą produkcje kwasów żołądkowych, czyli przyczyniać się do powstawania zgagi.

Na temat pszenicy też już pisałem na moim blogu. Można o niej dokładnie poczytać w artykule „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Powiem skrótowo, podstawowym problemem z pszenicą znowu polega na jej modyfikacji. Chodzi mi głównie o modyfikację polegającą na podnoszeniu poziomu glutenu w ziarnie. Od około 10 – 15 lat, rolnikom przestano płacić za tonę zboża a zaczęto wymagać od nich zboża (czyt. pszenicy) „dobrego jakościowo”, czyli miedzy innymi (a podejrzewam, że głównie) o wystarczająco wysokim poziomie zawartości glutenu, którego najczęściej nie może być mniejszy niż 26 procent wagi zboża.

Piętnowany przeze mnie gluten spowalnia pasaż treści pokarmowej, często utrudnia trawienie pokarmu, po przez zakłócanie penetracji masy pokarmowej przez żółć i enzymy trawienne. Dodatkowo, wbrew temu co możemy usłyszeć od większości lekarzy, gluten pszeniczny przy regularnym spożywaniu, prowadzi do rozszczelnienia śluzówki jelita, co z kolei z czasem prowadzi do wielu różnego rodzaju przypadłości. W dodatku rzadko kto te późniejsze choroby łączy bezpośrednio właśnie ze wcześniejszym spożywaniem pszenicy.
Trzecia zasada – odpowiednie łączenie potraw w diecie
Na temat tej zasady, świetnie opowiada Michał Tombak w swojej książce: „Czy można żyć 150 lat?”. Wiem, że przez jednych Tombak jest traktowany niczym guru a przez innych odsądzany od czci i wiary, jednakże to nie zmienia w niczym faktu, że od kiedy zaczęliśmy w rodzinie stosować zasadę odpowiedniego rozdzielania posiłków zniknęła znaczna część naszych problemów zdrowotnych.
Wracając do książki, Tombak pisze w niej między innymi: „codziennie nasz obiad wygląda następująco. Na przykład jemy zupę mięsną, kotlet schabowy z frytkami, potem wszystko popijamy słodkim napojem lub kompotem, albo zjadamy inny deser. Jak już wiemy wszystkie te produkty na proces trawienia wymagają różnego czasu i różnych soków żołądkowych. W żołądku tworzy się mieszanka, taka że żołądek nie wie, co zacząć trawić w pierwszej kolejności. Rozpoczyna się rozkład owoców, w wyniku którego, w żołądku powstaje alkohol i kwas octowy, a są to trucizny. Frytki (podobnie jak ziemniaki – mój przypis) trawione razem z mięsem, tworzą silnie trującą substancję (solaninę). Wszystko to znajduje się w żołądku, gdzie jest wilgotno i ciepło. (Proszę sobie przypomnieć jak robi się wino domowe: rozdrabnia się owoce, wsypuje do naczyń, dodaje cukru i stawia w ciemnym, gdzie wino zaczyna fermentować). Tak więc, nic w tym dziwnego, że po takim obiedzie męczą nas gazy, bóle w żołądku, ciężar całym ciele itd. (również prowadzi do zgagi – mój przypis)
Z powodu nieprawidłowo zmieszanego pożywienia w organizmie ciągle zachodzą procesy gnilne, w trakcie których powstaje: siarkowodór, indol, fenol – bardzo silne trucizny. Wszystkie te trucizny powinny być wydalone z moczem”. Problem jednak polega na tym, że my codziennie robimy taki miks, w dodatku kilka razy dziennie. W efekcie stopniowo doprowadzając do osłabienia naszego układu trawiennego.
W takim razie jak należy łączyć produkty żywieniowe by to co zjemy nam pomagało zamiast szkodzić? Kolejny raz odwołam się do Michała Tombaka. Wszystkie produkty spożywcze najprościej możemy podzielić na trzy podstawowe grupy: białka, węglowodany i tłuszcze. Czwartą grupą są owoce i warzywa. W swojej książce podaje świetnie zrobioną tabelkę w której są świetnie przedstawione sposoby łączenia poszczególnych produktów.

Produkty z przewagą białek Tłuszcze i produkty „żywe” Produkty z przewagą węglowodanów
Mięso, ryby, jaja, rosoły, bakłażany, fasola, bób, orzechy, ziarna słonecznika, produkty mleczno-kwaśne
Smalec, masło, oleje, i inne. Zielenina, owoce suszone oraz warzywa surowe i suszone (oprócz ziemniaków), soki z warzyw I owoców, grzyby. Wino wytrawne, mleko, melon i banan najlepiej spożywać osobno, nie łącząc ich z innymi produktami
Pieczywo, kasze, ziemniaki, wyroby mączne, makarony, naleśniki, miód, cukier, wyroby zawierające cukier, dżemy, konfitury, cukierki i ciasta itd.



Zasada jest następująca: „Jeśli zasłonicie Państwo lewą ręką część tabelki z napisem Produkty z przewagą białek, to otrzymacie listę artykułów spożywczych, które można łączyć ze sobą. Natomiast, jeśli zakryjecie prawą część tabelki z napisem Produkty z przewagą węglowodanów, to otrzymacie listę artykułów, które można łączyć z produktami zawierającymi białko.” Po więcej informacji związanych z zasadą nie łączenia odsyłam do źródła czyli książki Michała Tombaka „Czy można żyć 150 lat?”
Czwarta zasada – suplementacja enzymami trawiennymi
W dzisiejszych czasach, całą niemal żywność mamy przetworzoną, zakonserwowaną itd. w jaki sposób się to najczęściej robi? Należy pozbawić tego co powoduje rozkładanie żywności, czyli najprościej rzecz ujmując, należy usunąć z pożywienia naturalne enzymy trawienne. Efekt tego jest taki, że nasz organizm aby móc strawić przetworzone jedzenie musi się wysilić. Aby sobie poradzić podnosi stężenie kwasu solnego w żołądku oraz używa większej ilości własnych enzymów trawiennych produkowanych przez woreczek żółciowy i trzustkę. Pierwsza czynność (podniesienie stężenia kwasu solnego) może prowadzić właśnie do zgagi. Zwiększona nadprodukcja enzymów trzustkowych oraz żółci prowadzi z czasem do osłabienia tych organów a w konsekwencji może być zaczątkiem późniejszych problemów z prawidłowym stężeniem glukozy we krwi, czyli z cukrzycą.

W tej sytuacji może lepiej zadbać o to by w samych produktach było więcej naturalnych enzymów trawiennych a możemy to osiągnąć po przez korzystanie ze zdrowszej, czystej ekologicznie żywności. Na koniec może podam, wstawienie jakich ogólnodostępnych produktów do codziennego jadłospisu wyposaży nasz organizm w dodatkowe enzymy trawienne. Chyba najlepszym źródłem enzymów jest surowy ananas (bo ciężko powiedzieć o nim świeży, gdy jego transport może trwać czasami i kilkanaście dni). Spożywanie plasterka lub dwóch na półgodziny przed posiłkiem świetnie wspomaga późniejszy proces trawienia. Innymi produktami mającymi podobne działanie są: kolendra w postaci natki lub sproszkowanej, natka pietruszki, kiwi oraz świeży imbir.

Jednak często gdy mamy już problemy z trawieniem użycie wyżej wymienionych produktów nie wystarczy, wtedy trzeba zastosować dostępne preparaty zawierające enzymy trawienne. Przy ich wyborze warto zwrócić uwagę na kilka ważnych aspektów. Po pierwsze czy są to enzymy trawienne od zwierzęce czy roślinne. Tak się składa, że znaczna część dostępnych w aptekach preparatów enzymatycznych jest pochodzenia zwierzęcego a dokładnie produkowana z trzustek wołowych. W sumie nic by nie było w złego gdyby nie jeden drobny szczegół. A mianowicie fakt, że enzymy zwierzęce działają w bardzo wąskim zakresie PH. Tymczasem enzymy roślinne potrafią działać w zakresie od 2 do 12 PH.
Jednak, jeśli już nawet zdecydujemy się na znalezienie preparatu z enzymami roślinnymi to jeszcze warto sprawdzić, w jakiej temperaturze został dany preparat wyprodukowany? W artykule „Co ma piernik do wiatraka” można znaleźć informację, że enzymy trawienne są niszczone w każdej temperatura po wyżej 47 o C. Rzadko, który producent chwali się tą informacją w jakiej temperaturze produkuje swój preparat, głównie dlatego że z reguły jest to znacznie wyższa temperatura niż podana powyżej. Tak, więc moim skromnym zdaniem „inwestowanie” w najtańsze dostępne preparaty tego typu mija się z celem. Osobiście stosuję preparat z ananasa o nazwie Digestive Enzyme Complex produkowany przez Nutrilite.
Tak jak wspomniałem na samym początku, „palący” temat zgagi, jest tematem szerokim i każdy jeden przypadek wymaga osobnej analizy. Jednakże z własnej praktyki oraz informacji zwrotnych uzyskanych od osób które zastosowały powyższe reguły, wiem że praktyczne zastosowanie opisanych tu zasad w znaczącym stopniu zmniejsza cierpienie związane z męczącą zgagą. I tego właśnie gorąco życzę wszystkim moim czytelnikom.

2 komentarzy

Jedyna taka reklama.

Dawno, dawno temu … szkoda, że to nie bajka. Kiedyś, gdy dość często zdarzało mi się oglądać telewizję, nieodzowną tego częścią było również oglądanie reklam. Zapewne jak każdy z nas „uwielbiałem” je „bardzo”, ponieważ dzięki temu mogłem swobodnie pójść zrobić sobie coś do picia czy ewentualnie skorzystać z toalety. I to była i jest jedyna zaleta ciągle powtarzających się reklam. Jednakże jest taka jedna reklama, która wprawiła mnie w miłe zaskoczenie. A to, dlatego że przynajmniej w znacznej części mówiła prawdę. Tak, tak – jest taka reklama. Mówi ona o tym, że 70% naszej odporności bierze się z naszego brzucha. Jak pierwszy raz obejrzałem tą reklamę to byłem naprawdę pod wrażeniem, przynajmniej częściowym. Bo i prawda w niej zawarta była częściowa. O co mi właściwie chodzi. A wiec, faktycznie 70 % a moim zdaniem nawet więcej naszej odporności pochodzi z naszego brzucha. A to, dlatego że w naszych jelitach powinno się znajdować od 2 do około 5 kilogramów pożytecznych szczepów bakterii. To właśnie te bakterie w głównym stopniu zapewniają nam odporność.

Jednak sytuacja codzienności wygląda z goła inaczej. Wystarczy tylko jedna porcja, jakiegokolwiek antybiotyku by można pożegnać się z pożytecznymi a wręcz niezbędnymi dla prawidłowego funkcjonowania naszych jelit bakteriami. Jest tak, ponieważ spektrum działania antybiotyków jest szerokie a ich „inteligencja znikoma” tak, więc póki co nie potrafią rozpoznać, które bakterie mają być zniszczone a które nie. A teraz proste pytanie – jak wiele osób potrafimy wskazać z naszego otoczenia, które nigdy nie dostały żadnego antybiotyku? No i tutaj właśnie jest pogrzebany, przysłowiowy pies. Kiedyś regułą było zapisywania tak zwanych leków osłonowych, teraz coraz częściej wraca się do tej praktyki, jest to jednak rzadkie postępowanie. Problem, który w zasadzie nagłaśniany jest tylko i wyłącznie w postaci spotu reklamowego, mającego nakłonić nas do nabycia actimela, jest powszechny a w dodatku mało znany. Zapewne każdy z nas zgodzi się, że matka natura nie lubi pustki. Dokładnie tak właśnie jest i w tym przypadku. Z reguły w miejsce bakterii jelitowo trawiennych, które są zabijane za pomocą między innymi antybiotyków, pojawiają się wszelkiej maści grzyby. Dodatkowo dokładanie jakże powszechnego glutenu pszenicznego (o którym TUTAJ pisałem), powoduje powstawanie tak zwanego rozszczelnienia jelit.
Często długo okresowe rozszczelnienie może prowadzić między innymi do schorzenia zwanego zespołem jelita drażliwego. Schorzenie to, dotyczy głównie okrężnicy i jelita grubego, części układu trawiennego, w której gromadzony jest stolec. Jak sama nazwa wskazuje, w przypadku zespołu jelita drażliwego nie mamy do czynienia z jedną chorobą, lecz raczej z zespołem objawów w przypadku, których moim zdaniem główną przyczyną jest przysłowiowy „bałagan” w jelitach. Najczęstsze objawy to: bóle brzucha, wrażenie przelewania się po posiłkach, ciążenie na jelitach, zaparcia lub biegunka. Regularne w dostarczanie glutenu, najbardziej drażniącego czynnika alergennego na świecie, powoduje ciągłe podrażnianie zarówno śluzówki jelit jak i zbędne włącznie w stan alarmu całego układu odpornościowego. Innym czynnikiem prowadzącym do tych problemów jest zły nawyk, w postaci nagminnego picia w trakcie i po posiłkach. Badania pokazują, że na IBS (jak często nazywamy zespół jelita drażliwego) cierpi minimum, około 20% populacji, natomiast spora część populacji posiada sporadyczne i pojedyncze objawy IBS, przez co nawet nie zdaje sobie sprawy, że ma do czynienia z tym schorzeniem. Jednym z najprostszych domowych sposobów na sprawdzenie stanu naszych jelit jest wykonanie tak zwanej próby buraczanej. Wystarczy zjeść około 300 g. dowolnie przyrządzonego buraka ćwikłowego, jako osobną część posiłku, a następnie po około godzinie, przy pierwszym oddawaniu moczu zaobserwować, jaki jest jego kolor. 

Jeżeli kolor nadal pozostaje jasno żółty, wszystko jest OK. Jednakże najczęściej jest tak, że kolor jest między odcieniem różowego przez czerwony aż do brunatnego. Każde odbarwienie moczu wskazuje z dużym prawdopodobieństwem na nieszczelność śluzówki jelit. Dlaczego jest to tak ważne? Mówiąc obrazowo, jeżeli przez błonę śluzową jelit do krwioobiegu jest w stanie przeniknąć barwnik buraka to również inne, mniej smakowite niedotrawione cząsteczki pokarmu też się przedostają. Z całą pewnością można powiedzieć, że nieszczelne jelita dają efekt spadku odporności. Zdaję sobie sprawę, że zaraz mogą posypać się opinie, że powyższej metody do naukowych zaliczyć nie można, że zabarwiony mocz to zupełnie normalny objaw po zjedzeniu buraków. Może i zgoda, jednak ja widzę ewidentną różnicę w stanie zdrowia mojej rodziny teraz w porównaniu do czasów przed zrobieniem „porządku” z jelitami. Więc może i kolorowy mocz to jest powszechne zjawisko, ale moim zdaniem nie koniecznie normalne. Przecież sto lat temu w chirurgii amputowanie kończyn w kilka minut bez znieczulenia też było całkowicie powszechne – prawda? Ale czy dobre dla pacjenta?
Wracając z powrotem do kwestii nieszczelnych jelit. W takiej sytuacji nasz układ immunologiczny cały czas funkcjonuje w stanie „alarmu” i zamiast zajmować się tym, czym powinien czyli wirusami lub bakteriami, musi bez przerwy namierzać cząsteczki pokarmu, które przez nieszczelne jelita dostają się do krwioobiegu. Następnie otacza je tworząc kompleksy immunologiczne a na koniec kompleksy te upycha w rozmaitych miejscach, najczęściej do stawów.
Pani doktor Ewa Dąbrowska mówi o tym w sposób bardziej naukowy następująco: „U niektórych chorych, szczególnie z chorobami z zakresu immunologii, endokrynologii, neurologii oraz gastroenterologii niektóre, niestrawione do reszty białka pokarmowe mogą przedostawać się przez nieszczelne bariery jelitowe (tzw. przeciekające jelita) do krwi, gdzie pobudzają produkcję przeciwciał (klasy IgG). Są to tzw. nietolerancje pokarmowe. …
… W przypadku podobieństwa tych niestrawionych białek pokarmowych do własnych białek organizmu, może dojść do autoagresji, czyli niszczenia na drodze przeciwciał własnych tkanek np. tarczycy (choroba Hashimoto), wątroby (autoagresyjne zapalenie wątroby), stawów (reumatoidalny gościec), mięśni itp. Identyfikacja i wykluczenie z diety tych nietolerowanych pokarmów stało się w naszym doświadczeniu przełomowym momentem w leczeniu wielu przewlekłych, a nawet nieuleczalnych chorób.”
Powstaje pytanie – co można z tym zrobić? Osobiście znam i stosowałem w przypadku swoim i mojej rodziny metodę polegającą na dokarmieniu komórkowym. Tak, więc chcąc zrobić porządek z jelitami bezwzględnie trzeba pozbyć się z jadłospisu glutenu (czyli pa, pa biały chlebek i mąka pszenne), warto nauczyć się pić przed posiłkami oraz zacząć jeść potrawy z większą zawartością enzymów trawiennych. Dodatkowo zaczęliśmy stosować przede wszystkim preparat dobrej jakości błonnika, naturalną witaminę C, wyciąg z czosnku oraz co bardzo ważne, preparat dobrej flory bakteryjnej. Osobiście w domu stosuję preparaty marki Nutrilite, ponieważ mam je sprawdzone i uważam tą firmę za najbardziej godną zaufania w kwestii jakości oferowanych suplementów.
A wracając na koniec do wspomnianej na wstępie reklamy. Dostałem kiedyś na maila informację o szkodliwości actimela. Szczerze mówiąc na pierwszy rzut oka informacja wyglądała na całkiem rzetelną i przekonywującą. Dlatego początkowo chciałem wykorzystać w tym poście jej treść i zawarte w niej informacje. Ale postanowiłem trochę ją zweryfikować, oczywiście z pomocą Internetu.
Jakiś czas temu od osoby, którą bardzo cenię usłyszałem takie porównanie. Internet jest jak piękna wielopoziomowa willa, z przepięknymi wykończeniami. Możesz cały dzień chodzić i podziwiać jak pięknie została wykonana, ale czasami jak jesteś „zbyt dociekliwy” równie dobrze możesz trafić swoim nosem na otwór rury kanalizacyjnej. I właśnie coś takiego mi się przytrafiło przy okazji weryfikacji wiadomości o actimelu. Nie jestem ani naukowcem ani biologiem, więc trudno jest mi definitywnie rozstrzygnąć, co jest prawdą a co nie. Dlatego podam ją w takiej formie, w jakiej ja ją dostałem a na koniec zamieszczę kilka słów swojego komentarza.
„ACTIMEL dostarcza organizmowi bakterię zwaną L.CASEI. Ta substancja jest wytwarzana w naturalny sposób przez 98% organizmów, lecz kiedy dostarcza się jej dodatkowo przez dłuższy czas, organizm przestaje ją produkować i stopniowo zapomina, co musi robić i jak robić, przede wszystkim u osobników poniżej 14 lat.
W rzeczywistości (actimel) pojawił się jako lek dla tych niewielu ludzi, którzy nie wytwarzają tej bakterii, ale ilość tych osób okazała się tak niewielka, że lek ten okazał się nieopłacalny. By go zrobić opłacalnym sprzedano jego patent firmom żywnościowym.
Departament Zdrowia zobowiązał ACTIMEL (firmę produkującą) do zaznaczenia w swoich reklamach, że produktu tego nie należy spożywać przez dłuższe okresy i firma ta dopełniła tego obowiązku, ale w formie tak zakamuflowanej, że żaden z konsumentów nie zauważy tego ostrzeżenia. (W każdym kraju wykorzystuje się inne kuczki językowe…przypisek mój)
Jeśli któraś matka decyduje się na uzupełnienie diety żywnościowej swojego dziecka ACTIMELEM, nie zauważy żadnego ostrzeżenia o niestosowności jego użycia i nie dowie się, że może powodować poważną krzywdę w przyszłości, spowodowaną manipulacjami reklamowymi, aby powiększyć zyski producentów.”
Mój komentarz. Na pewno sporym przeinaczeniem (chyba, że to jakiś niefortunny skrót myślowy) jest stwierdzenie: „ta substancja jest wytwarzana” w odniesieniu do bakterii. One w organizmie się zasiedlają i tam są a organizm co najwyżej może umieć podtrzymywać ich populację przy życiu a nie „wytwarzać”. Jednakże zgadzam się w pełni ze stwierdzeniem o możliwym efekcie „stopniowego zapominania” jak podtrzymywać tą florę przy życiu w momencie ciągłego jej napływu z zewnątrz. Przecież na większości preparatów dostępnych w aptece z florą bakteryjną jest podana informacja by stosować je 7 do 10 dni, ewentualnie po przerwie powtórzyć terapię. Tak, więc podawanie actimela dłużej niż 14 dni faktycznie może skończyć się „zapomnieniem” i wiecznym skazaniem się na actimel. Na koniec tej kwestii i szukania informacji na ten temat zawsze warto zadać sobie pytanie: kto korzysta na rozpowszechnianiu takich czy innych informacji?
Na sam koniec tego postu pozwolę sobie zaprezentować jeszcze kilka słów ogólnie o współczesnej medycynie i reklamach z nią związanych. W tym celu posłużę się słowami lekarza i autora książek Andrzeja Janusa: „Analizując sposób leczenia większości chorób, doszedłem do smutnego wniosku, że nie leczy się przyczyn ich wystąpienia ale ich objawy i/lub następstwa. Reklamy w środkach masowego przekazu nakłaniają ludzi do leczenia objawów bólu głowy, gorączki, bólu stawów, niestrawności, objawów związanych z przekwitaniem, czyli – powszechnej i masowej konsumpcji niebezpiecznych dla zdrowia preparatów chemicznych. Większość z nich jest dostępna w aptekach bez recepty i nikogo nie interesują następstwa ich spożywania. Przewlekła kumulacja w organizmie tych specyfików, osłabi w końcu nasz system odpornościowy. Wcześniej czy później, stanie się to przyczyną przewlekłych chorób określanych jako cywilizacyjnych i kolejnych wizyty u lekarzy. Przepisywany jest następny zestaw leków likwidujący poprzednie objawy i następny tych poprzednich, i tak dalej, i dalej…
W miarę „postępów” w leczeniu wzrasta ilość i nasilenie pojawiających się negatywnych objawów, określanych jako kolejne choroby. Byłem tego nieświadomy podczas swojej całej kariery zawodowej, lekarza medycyny akademickiej.”
Cóż, czytając powyższą wypowiedź można odnieść wrażenie, że nie matu już nic do dodania. Powiem tylko, że im prędzej zdamy sobie sprawę z takiego stanu rzeczy, tym lepiej. Zadbajmy o siebie za wczasu – wtedy gdy jeszcze możemy powstrzymać ten proces. I na koniec, czytelniku jeżeli nie masz dostępu do suplementów od NUTRILITE, to napisz do mnie w tej sprawie, korzystając z tego formularza kontaktowego
P.S. Dla wszystkich, których interesuje temat profilaktyki zdrowia przygotowałem prezent. Każda osoba, która polubi tego bloga i zapisze się na listę, korzystając z poniższego formularza, otrzyma w najbliższych dniach darmowy fragment mojego e-booka pt.: „10 nawyków dla zdrowia, czyli jak cieszyć się dobrym zdrowiem zmieniając kilka prostych rzeczy.”
E-mail:
Imię:
Zgadzam się z Polityką Prywatności

Drogi czytelniku, jeżeli podoba Ci się to co przeczytałeś, proszę poleć ten artykuł innym, wciskając poniższy przycisk – „Poleć To”

Dodaj komentarz

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: