Kiedy lekarze nie pracują, to umieralność spada.

Czasami siedząc i zastanawiając się o czym napisać w kolejnym poście, zamiast zacząć tworzyć – zaczynam przeszukiwać sieć z myślą, iż trafię na coś ciekawego. I z reguły zawsze coś „ciekawego” znajduję. Jednak jak to kiedyś usłyszałem od mądrej osoby, że z internetem jest podobnie jak z pięknym pałacem to znaczy, można cały dzień chodzić i podziwiać pięknie wykończone pokoje ale jeśli jest się zbyt dociekliwym równie dobrze można trafić nosem na wylot rury od kanalizacji. Dlatego właśnie, znajdując jakieś treści w internecie, staram się do nich podchodzić z pewną dozą ostrożności. Jednakże raz na jakiś czas trafia się artykuł, który śmiało można uznać za istną perełkę.

I właśnie tak było z artykułem, znalezionym na eioba.pl, którego autorką jest pani Marzena Kopta. Artykuł nosi bardzo ciekawy i jakże wymowny tytuł: „Kiedy lekarze nie pracują, to umieralność spada.” Jest on bardzo podobny w swojej wymowie do tego co pisałem w jednym z moich poprzednich artykułów, a mianowicie w „Farmaceutycznym szfindlu”, dlatego uprzedzam że cytując ten artykuł moim celem jest pokazać Tobie czytelniku, że tylko własna droga, oparta o wiedzę i zdrowy rozsądek, może przyczynić się do zdrowia. Droga oparta o prawidłowy sposób myślenia, prawidłowe nawyki, sposób żywienia może zaowocować dobrym zdrowiem. Tak więc przeczytaj artykuł Pani Marzeny Kopty i skoncentruj się na pozytywnych stronach tego artykułu i wyciągnij z niej swoje własne wnioski.
Kiedy lekarze nie pracują, to umieralność spada.
Jak to jest możliwe, zapytacie? Przecież medycyna to wielkie ogólnoświatowe dobro. Skąd, więc taki wniosek, że kiedy lekarze strajkują to ludzie mają się lepiej? Cóż wynika to z badań i statystyk.

Niestety przytoczyć muszę statystyki amerykańskie, bo u nas nie ujawni się za nic w świecie liczby zgonów spowodowanych błędem lekarzy, reakcją na leki czy zbędnymi zabiegami chirurgicznymi. Lekarz na lekarza ręki nie podniesie i krzywdy mu zrobić nie da, to przecież wiemy wszyscy z codziennych obserwacji.

A więc w USA, w roku 2001 śmiertelności wynosiła prawie 800 000 osób. I z roku na rok ta liczba rośnie. Jeśli jednak lekarze strajkują to śmiertelność spada nawet o 35%. Ktoś może mi zarzucić, że jestem przeciwko lekarzom. W żadnym razie. Jestem za ostrożnością i wiedzą. Jestem za podejściem indywidualnym. Jestem przeciw standardowemu traktowaniu każdej choroby, wrzucaniu każdego pacjenta do jednego worka, z napisem „rak- to dajemy chemię”, „grzybica to dajemy antybiotyk” i następny proszę.

ANTYBIOTYKI

Że wcale nie są takie wspaniałe to wiemy. Że nie pomagają tak jak nam mówią lekarze, to też wiemy i najgorsze jest to, że lekarze też o tym wiedzą. Jak nazwać zatem kogoś kto wie, że nie pomoże, że zaszkodzi, a mimo to promuje, przepisuje etc.?

Od dawna wiadomo, że podawanie antybiotyków powoduje grzybicę. Grzybica zaś powoduje takie osłabienie organizmu, że nie jest on w stanie walczyć z najprostszą chorobą. A mimo to, gdy idziemy do lekarza to, co nam przepisuje? Antybiotyki!!! Błędne koło!!!.

Albo inny przykład. Przyjmowanie leków przeciwzapalnych, chemioterapia i w zasadzie każda długotrwała kuracja lekami chemicznymi powoduje zaburzenie mikroflory jelit. A jelita odpowiadają za nasze zdrowie i nikt mi nie powie, że jest inaczej. Wszystkie leki chemiczne przyjmowane stale niszczą naturalną florę bakteryjną, która utrzymuje równowagę bakteriologiczną w naszym organizmie. A ponieważ natura nie znosi próżni, więc grzyby i inne bakterie kolonizują nasze jelita doprowadzając do DYSBIOZY (zaburzenia mikroflory jelit). A czy lekarze proponują przyjmowanie probiotyków W KAŻDEJ CHOROBIE??? Oczywiście, że nie. Bo jak może na zapalenie stawów podawać leki chemiczne i probiotyki??? Dziwo to wielkie, prawda? (mam nadzieję, że wyczuwacie ironię)

Powtarzam raz jeszcze: wszystkie leki chemiczne przyjmowane w nadmiarze bądź bardzo długo powodują dysbiozę i grzybicę. I co się dzieje? Idziemy do szpitala – poleżymy tam 10 dni, nafaszerują nas lekami i najdalej za kilka lat albo nawet wcześniej mamy inne choroby, których oczywiście nie łączymy z jelitami i dysbiozą. Bo nikt nam o tym nie powiedział.

Więc mówią ja: chroniczna dysbioza i grzybica prowadzi do:
-stanu zapalnego jelit
-wrzodów
-zapalenia wyrostka
-choroby Crohna
-artretyzmu
-alergii pokarmowych
-wszelkich chorób autoimmunologicznych typu łuszczyca, liszaj rumieniowaty
-astmy

Słów kilka o astmie. Udowodniono, że przyczyną astmy u dzieci jest grzybica i dysbioza, występująca wskutek podawania antybiotyków ( na podstawie New Scientist, 2003). Jeśli ktoś uważa, że nie można mieć grzyba w płucach to bardzo się myli. Krew krąży w całym ciele, w płucach też i zarodniki grzybów mogą się osiedlić w płucach naszego dziecka. Stwierdzono niezbicie, że podawanie dzieciom antybiotyków o szerokim spectrum działania powoduje, że dzieci są dziewięciokrotnie podatniejsze na astmę.

Masz dziecko chore na astmę? Zanim udasz się po tradycyjne leki, czy podasz mu sterydy, najpierw przeprowadź kurację na grzybicę. Możesz być bardzo zdziwiona efektami.

ANTYBIOTYKI, A NOWOTWÓR I BIAŁACZKA

Mówi się, że rak i białaczka to plaga XX i XXI wieku. Tak, to prawda. Ale ma to związek właśnie z podawaniem ogromnej ilości leków chemicznych i antybiotyków. Zastanawialiście się, czemu były minister zdrowia Zbigniew Religia nie chciał poddać się chemioterapii? Bo o doskonale wiedział, że efekt będzie mizerny, a osłabienie organizmu i podatność na wszelkie choroby ogromna. Podawanie chemii w leczeniu guzów prowadzi do dysbiozy i grzybicy ogólnoustrojowej. Jest to główny skutek uboczny. Co tam wypadanie włosów, grzybica to jest problem. Jakby tego było mało, chemia nie zagwarantuje, że choroba nie powróci. I co ciekawe: najczęściej po kilku latach wraca ze zdwojoną siłą. Po leczeniu guzów złośliwych powstają guzy innego rodzaju ( na podstawie Progress in Clinical and Biological Research , 1993)

A co powiecie o takich informacjach dotyczących raka skóry. Podobno kolejna plaga XXI wieku, coraz więcej czerniaków i raków skóry. Słońce jest złe, trzeba się chronić, smarować kremami z bardzo wysokim filtrem etc. A przecież chodzi tylko jedno: ROZSĄDEK. Słońce jest nam potrzebne, potrzebujemy witaminy D. Więc nie chodzi o to by leżeć w solarium non stop czy na plaży przysypiać dwa tygodnie, ale słońce jest nam potrzebne. Śmiało można powiedzieć, że do powstawania raka skóry przyczynia się:

– mała ilość witaminy D w organizmie
-kwasica pochodząca z dysbiozy. Nadmierne zakwaszenie organizmu powoduje rozwój grzybicy
-brak przeciwutleniaczy. I tu podziękujmy wielkiej kampanii na rzecz ostrzegania przed braniem suplementów i witamin w tabletkach.
-za dużo kwasów tłuszczowych Omega 6. Przypominam, że stosunek Omega 3 do Omega 6 powinien wynosić 1:1 a maksymalnie 1:4
-intensywne opalanie – dopiero na samym końcu.

Czy o tym nam ktoś mówi, czy jakiś lekarz o tym wie? Czy wszystko zrzucamy na słońce?

SZCZEPIENIA

Kolejna gigantyczna porażka medycyny klasycznej. Najprostsze pytanie: skoro szczepimy się przeciw odrze czy ospie, to, czemu na nią chorujemy? Kolejne pytanie: jak to się dzieje, że dzieci Amiszów nie chorują na autyzm? Jest to choroba u nich nieznana. A dlaczego? BO NIE SZCZEPIĄ DZIECI!!!

Można dokładnie sprawdzić z statystykach, że spadek zachorowalności na ospę, odrę, szkarlatynę, koklusz spadł ZANIM wprowadzono szczepionki. A ilość przypadków ADHD, autyzmu, nagłej śmierci łóżeczkowej, wzrosła po wprowadzeniu szczepionek.

Ale co ja się tu będę wymądrzać. Zapraszam na forum http://www.dzieci.org i poczytania wypowiedzi matek o zachowaniach dzieci po szczepionkach, wypowiedzi o wielkim żalu do siebie, że w ogóle pozwoliły zaszczepić dziecko. To wszystko piszą kobiety – Polki, może wasze sąsiadki. Poczytajcie!!! Bardzo pouczająca lektura.

KOKTAIL TEORETYCZNIE DLA ZDROWIA

Wreszcie sedno: leki chemiczne się testuje. Najpierw na zwierzętach, potem na ludziach – ochotnikach (a propos testowania to przypominam aferę z Grudziądza, gdzie testowano od lutego do maja 2007 na bezdomnych szczepionkę przeciw ptasiej grypie, mówiąc tym ludziom, że to na zwykłą grypę. Kilka osób zmarło). Idą na to OGROMNE pieniądze. Potem firma otrzymuje patent i już może zarabiać pieniądze. Ale cały problem polega na tym, że wszystkie leki testuje się OSOBNO. I proponuję zajrzeć do apteczki babci i policzyć ile łyka tabletek. A to na serce, a to na cholesterol, jeszcze na wątrobę i wreszcie na stawy. I dopiero taki koktajl jest trujący zamiast leczący. Bo nikt nie będzie testował leku, w jakie wchodzi interakcje. Czytając na ulotkach, że może wchodzić w interakcje…, może osłabiać działanie…, może nasilać działanie…, to takie sobie gadanie. Ale gdzie tu konkrety?? Z jakim konkretnie lekiem (nazwa leku i producent) wchodzi, w jakie związki. Tu już nie ma konkretów. Konkretna jest tylko kasa za sprzedane opakowanie.

A przecież nie chodzi o to, żeby potępić całkiem medycyna klasyczną, choć pewnie można byłoby tak na nich naskoczyć, jak oni naskakują na medycynę naturalną. Antybiotyki są potrzebne, leki chemiczne są potrzebne. Ale do tego wszystkiego brakuje wiedzy. Wiedzy właśnie o szkodliwości koktajli leków chemicznych, wiedzy o produktach naturalnych, od których można zacząć zanim się poda antybiotyk, wiedzy o podawaniu probiotyków przy każdej chorobie. Brakuje wreszcie dobrej woli by łączyć jedną i druga medycynę. Szkoda.
Na koniec kilka słów komentarza ode mnie. Nie tylko się zgadzam ze wszystkim co autorka napisała w tym artykule, ale także potwierdzam to w swojej praktyce. I mniej odwiedzam lekarzy oraz mniej stosuję się do „autorytarnych zaleceń” klasycznej medycyny tym lepiej się mam ja i moja rodzina. Od siebie dodam, że z tego co mi wiadomo, w procedurach współczesnej medycyny klasycznej istnieją dwa podstawowe rodzaje infekcji, mianowicie infekcje bakteryjne oraz wirusowe. To właśnie na leczeniu tych dwóch rodzaji niemal w pełni koncentruje się klasyczna medycyna, zupełnie ignorując kolejny rodzaj potencjalnej infekcji, czyli grzybiczej. Do ilu problemów może przyczynić się tego typu infekcja to praktycznie temat na zupełnie inny, cały artykuł. Kto z Was spotkał się z sytuacją w której lekarz sprawdził z jakim rodzajem infekcji ma do czynienia –  bakteryjnej czy wirusowej (a może grzybiczej, choć tego akurat nie biorą pod uwagę). Dopowiem tylko, że podawanie w takiej sytuacji antybiotyku zamiast pomagać, bardzo często przyczynia się do jeszcze większych problemów. Sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, ponieważ bardzo często kłopoty te występują z takim opóźnieniem, że mało kto łączy je z lekami podawanymi kilka miesięcy lub lat temu.

Serdecznie zapraszam wszystkich do wyrażennia tego co na ten temat myslą i sądzą.

  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: